fbpx

Robienie czegokolwiek uspokaja

 Przypuśćmy, że właśnie dowiedziałeś się, że bug wyłożył serwis dla miliona klientów albo projekt się posypał, albo kluczowy klient odszedł do konkurencji albo komornik właśnie zablokował Ci konta. Co zrobisz?

Filozofowie i mistrzowie duchowi od wieków powtarzają jedną radę: „opanuj się”, czyli uporządkuj to, co się w Tobie dzieje.

O ile pamiętam w pierwszej kolejności pojawia się emocja, czyli fizjologiczna reakcja ciała z hormonami włącznie. Następnie zaś uczucia różnorakie czyli emocje, którym nadałem już jakieś subiektywne znaczenia.

Jedną z zalecanych metod było pisanie. Wpierwej pisanie dzienników, poezji, pisany rachunek sumienia, czyli po świecku retrospektywa, i tak dalej. Dla mniej wprawnych w pisaniu były monotonne zajęcia fizyczne (tu polecam np. „Wiosna, lato, jesień, zima, wiosna) albo przyglądanie się własnym myślom ulatującym niczym bańki mydlane.

Na czym polega trik?

Polega na tym, starając się opisać jakieś przeżycie, „przepuszczasz” je przez bodajże płat skroniowy, aby nazwać to, co właśnie przeżywasz. Spowalniasz uczuciową burzę i poprzez introspekcję uzyskujesz pewien wgląd w siebie.

Może się nawet okazać, że zaczynasz rozumieć, co się właściwie z Tobą wydarzyło w danej sytuacji i dlaczego przeżywałeś ją tak, a nie inaczej. Na przykład w książce Getting Things Programmed proponuję tworzenie mindmapy, gdy masz wrażenie dużego natłoku zadań i nie wiesz od czego zacząć. To działa 🙂

Z drugiej strony…

Opisana wyżej metoda to pozytywny przykład na porządkowanie przeżyć. Jest jeszcze evil twin.

W stresowych chwilach dużego zamieszania, niepewności, czy chaosu informacyjnego bardzo łatwo jest z ogromną pasją zaangażować się w jakąś aktywność, która w danej chwili jest akurat najbardziej precyzyjnie dookreślona.

Rozważmy następujących przykład: wbijasz na refimenent, miał być ktoś z wiedzą dziedzinową – nie przyjechał, PO miał być przygotowany – nie przygotował się, ktoś zespołu się rozchorował, na krzywego zjawił się manager i jeszcze ktoś, kto chce podejrzeć jak się robi refinementy.

Mija 20 minut, nic się nie klei. W pewnym momencie ktoś podrzuca temat, że jakiś tam problem z wydajnością wynika z blablabla i CQRS rozwiązuje ten problem. Czy są frameworki wspierające CQRS w Waszej technologii? W tym momencie wszystkim zaświeciły się oczy i nieprzyjemne uczucie chaosu w głowach uczestników spotkania zniknęło. Ktoś podrzucił koncepcję, która na chwilę uporządkowała ich myślenie – CQRS.

Znów wszyscy poczuli wiatr w żaglach i zapał do pracy – trzeba wprowadzić CQRS oraz odpowiednie frameworki. Kolejnych sprint zespół spędzi na wprowadzaniu CQRSa w części systemu, tworzeniu odpowiednich ACL i poszukiwaniu najlepszych rozwiązań technologicznych.

Widzisz jak to działa?  W kryzysowych chwilach, robienie czegokolwiek konkretnego i wyraźnie zaplanowanego, przynosi wewnętrzny spokój i samozadowolenie. Niestety, to pułapka. Własnym honorem ręczę, że CQRS był ostatnim problemem zespołu w opisanej wyżej sytuacji.

Dylematy i zmieszanie

Proponuję się skupić, bo teraz będzie trudny fragment 🙂

Pewien ktoś powiedział do swojego zespołu: Słuchajcie zróbmy to szybko, zanim się okaże, że to jest bez sensu.

Ludzie chcą mieć odpowiedź. Chcą mieć jasność i poczucie celu. Nawet za cenę sensu. Z wdzięcznością będą robić cokolwiek co jest dobrze określone, gdyż to skutkuje dobrym samopoczuciem. Są na to wszystko gotowi, gdyż jest pewna drobna rzecz, której nie cierpią…

Confused – wewnętrzne zmieszanie – jest słowem, które oddaje tu istotę rzeczy. Chodzi o taki stan, w którym każdy pomysł wydaje się niepełny, w którym każda decyzja wydaje się do pewnego tylko stopnia właściwa, w którym w żaden sposób nie potrafisz uchwycić istoty problemu, z którym się borykasz. Jest to doznanie bardzo nieprzyjemne, bo stawia Cię w niemocy wobec sytuacji.

W takim momencie, pojawia się pokusa do znalezienia łatwej odpowiedzi. Pojawia się też łatwość do przyjęcia, jako własnej, pierwszej lepszej koncepcji, która uporządkuje Twoje uczucia, zlikwiduje zmieszanie oraz związane z nim dylematy i przyniesie wewnętrzny spokój. Stąd już tylko pół kroku dzieli Cię od radosnego robienia czegokolwiek.

Rada moja taka

Ja, na przekór, zachęcam Cię do zaprzyjaźnienia się z wewnętrznym zmieszaniem i dylematami. Nie chciej mieć racji, wątp we wszystko i utrać pewność siebie. Mimo nieprzyjemnych doznań, wewnętrzne zmieszanie, to najbardziej kreatywny stan, którego doświadczyłem. Dosłownie wszystkie moje najlepsze i dochodowe pomysły przychodziły w chwilach kryzysu. Polecam.