fbpx

Haft krzyżykowy, kaligrafia, jazda na rowerze

Znajomy umieścił na FB wycinek z CV, które zawierało sekcję „Zainteresowania” jw.
Uświadomiłem sobie, że sam wpadłem tę durnotę wymyśloną przez nie wiem kogo, ale wciąż nakręcaną przez pseudoporadniki kariery. Wyróżnij się! Za wszelką cenę!

No, bo co to są właściwie te zainteresowania albo hobby? Czym ja się interesuję? Diabli wiedzą, chyba wszystkim. Ale tak nie wolno napisać, bo w podręczniku stoi napisane, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego… Niech no się zastanowię. Teraz większość czasu spędzam z rodziną, zmieniam pieluchy albo przetaczam piłkę z jednego końca pokoju na drugi, parę lat temu całymi dniami czytałem książki, jeszcze parę lat wstecz grałem na elektryku covery Metliki aż do opuchnięcia nadgarstka. Gdzie są te zainteresowania? Co mam wpisać w cv, żeby nie wyszło banalnie?

No, to może co lubię? Lubię marchewkę na przykład. Czasem poczytam, czasem pobiegam, czasem pójdę do kina, czasem upiekę chleb, czasem bloguję, czasem w zimie jeżdżę na nartach, lubię naprawy domowe i pielenie ogródka, lubię prowadzić szkolenia i spotykać się z klientami, lubię grzebać w legacy code, lubię porządki. A najbardziej chyba lubię wieczory, gdy w bilansie dnia wychodzi mi, że dobrze wykorzystałem swój czas.

Tak więc wychodzi na to, że nie mam jakiś szczególnych zainteresowań. Czujne oko rekrutera z pewnością poznałoby się na mojej płytkiej i nieciekawej osobowości i żadnej pracy pewnie bym nie dostał. Następnym razem wpiszę sobie: trzyletni pobyt w klasztorze i służbę w Legii Cudzoziemskiej.

Wydaje mi się, że termin „zainteresowania” i „hobby” wymyślili Ci, którzy mieli to nieszczęście, że nie znosili tego, czym się na codzień zajmowali. Gdyby lubli to, co robią, to nie musieliby wymyślać „hobby”, żeby odreagować. Po za tym aktywność każdego z nas jest zbyt bogata, zmienna w czasie, żeby ująć ją w trzy (czyt.: magiczna liczba zainteresowań w cv) pozycje zainteresowań.

Wydaje mi się, zainteresowaniem każdego zdrowego człowieka jest…”życie”, podejmowanie aktywności, które sprawiają, że wieczorem czujesz, że „to było TO”, cokolwiek owo „to” dla Ciebie oznacza.

Zatem mam taki wniosek: jeśli masz hobby, na które nie masz czasu – zmień zajęcie. Poważnie! Po co się męczyć i dodatkowo robić to, czego się nie cierpi? Spraw, aby twoje obecne „hobby” stało się Twoim głównym zajęciem. To nic innego jak kierowanie sie maksymalnym Business value. O to chyba chodzi, no nie? A potem w sekcji „hobby” w swoim cv wpisz: „Moje życie” 🙂



1 Response

  1. PaSkol pisze:

    A ja akurat traktuję tę rubrykę jako sposób na wstępna selekcję pracodawcy. W hobby wpisuję "rower" i jeśli to jakiś hejter rowerzystów (a są tacy), to mnie nie zatrudni – i dobrze ;). Z pewnością nie bylibyśmy kompatybilni.